Bij makumbę słowianinie

Październik 20, 2010

Jechał Wiesław dnia pewnego na czerwonym swym rowerze

Jechał szybko i nerwowo, z opuszczoną nisko głową

Pośpiech Wieśka był tak duży gdyż do wioski przybył murzyn

A że Wiesław zacne chłopię, stwierdził, że bambusa skopie

Da mu łupnia po bożemu a na wieczór zje se dżemu

Już dojechał do ryneczku, wolniej zaczął pedałowac

Wzrok wytężył, patrzy wkoło

Pusto wszędzie, zmarszczył czoło

Wtem wśród krzaków przy chodniku cos poruszac się zaczęło

Wiesław podszedł z kijem w łapie

Zerknął w krzaki i się zdziwił

Ktoś w nich leży i je kiwi

Morda czarna i kudłada

Woń też jakaś gnojowata

‘To do boju’ warknął Wiesio wznosząc w górę kawał kija

Już miał terror zacząc wiejski lecz usłyszał mowę stryja

Podniósł z ziemi wnet brudasa i ustawił ryjem w słońce

Patrzy, słucha i zrozumiał

Że to sąsiad tak go wrobił

Na murzyna poszczuł Wieśka żeby wujka Mietka pobił

Wujek ciężkim był obywatelem i przesiedział wiosen wiele

We wsi lubić go przestali gdy na podorzynkach w sali

Pożar zrobił z krzeseł paru i sołtysa okularów próbę podjął

Założenia w okolicach przyrodzenia

Tak więc Wiesław złapał Mietka i zaciągnął do gospody

Wziął miednicę nalał wrzątku, dał też mleka dla ochłody

Wsadził wujka do kąpieli co by zniknął fetor trzody.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.