Kurwiogrom : Przaśnie kuse galoty Bolesława Ż.
październik 12, 2008
O proszę ! Dzisiaj się ładnie zesrałem a potem o tak zamruczałem:
-Tre le le le, Wacław jest starą kasztaniarą.
Transcendentalnie owrzodziałą Dzięcielina pałą.
Ooo. . . popatrz na to drzewo. Tam siedzi mały żulek
z pitokiem i patrzy w niebo. Mówi drzewu, że mu wczoraj pytka słabo stała.
Lecz Terka była zuchwała, trochę se pobaraszkowała.
Było wsadzando w jestestwo Graży
Tarcie tak duże, że się żul poparzył,
I ujrzał dużą rozpizdziochę, czarną niczym krater w ziemi czarnej wyżłobiony.
Taki niekształtny choć już wcześniej walony.
Spojrzał on w przepastne otchłanie monstrulnej pizdy
Liny nie miał ni latarki, dziś na obiad były skwarki, rosół, krokiet i surówka
Do jaskini weszłą główka.
Zakręciwszy się jak świder, w dupie poczuł pewnie opór
Baba pomysł wczoraj miała , zjadła więc z bigosem topór.
Osz ty kurwa dawaj barszczu
Niech ci picza wyzdrowieje to zrobimy małe sieje
Gorąc ciała wnet ogarnął, smród pierdzących dup jak chuj.
Baba z dupskiem tak kudłatym, że strzyc sensu było brak.
Kurwiogromu chłop więc użył
aby wbić swój w szparę ptak.
Seria klopsów utoczonych w kuchni nieświętej trójcy skurwieli
październik 12, 2008
Dziś na obiad była kiełbasa, taka tłusta trochę
jak obrzygane siotry Władki usta, patrzę do dupy dziadka
a tam otchłań całkiem pusta….
Umyj dupę stary chłopcze!
Chwil kilka dziad Chałab pomyślał głową i chuj . . . nie umył.
W smutku mgle leżał Tadeusza piegowaty korpus
Mgła powstała z fasolowych pierdów trzech mistycznych kóz
Irka, Władzia i Ryszarda – bladziom tym niestraszny mróz
Wielce figlarnej natury są te dziwki,
Jak herbaty w termos wezmie która to i z wikarym Fredem wsadzać lubią w dupy kredę,
ciastka, śrubki lub biedronki
Spierdolone te ułomki.
”Z rana wstałem, kak zrobiłem, twarzowatość też umyłem
Wziąłem garnek bo plan miałem : Po grzybach smażonych dawno ja nie srałem !”
Zabrał dziad kosza i skrobaczkę. Poszedł w las na grzybobraczkę.
Baba rzecze : Po coś się na grzyby wyruszył ?
- Co bym klopsy z dupy wycharmuszył.
Mgła nad Bajkonurem.
październik 9, 2008
Jędrzej chłopcem był nieśmiałym
W gaciach dracha, w szkole pały
Matka z Downem, stary menel
Babka z dziadkiem śpią w kościele.
Siostra kurwa ze szkorbutem brat zaś w śmieciach grzebie drutem.
Do chuja pana…Jedrzeja egzystencja jest po trzykrość przejebana.
Na w-f’ie trzepie faje, Oli rękę wąchać daje.
Ola całkiem sprytna taka, przed biologią liże ptaka,
Liże Piotru i Szymonu, bierze w paszczę aż do dzwonów.
Jedruś lubi tą dziewczynkę, czasem też jej włoży szminkę
Włoży w dupsko albo w ryj – tak jak mu pokazał stryj
co był znanym marynarzem, gazet pełne miał bagaże
Plecak wypchan zaś filmami z jebiącymi się ludziami.
Wujo ten co zwał się Bruno wiele dup w życiu posunął
Ruchał w Azji i Meksyku, dziwki nie robiły krzyku gdyż był
smukły i mądruśki, czasem też mu piły siuśki.
Więc się chłopczyk naoglądał pierdolenia co nie miara
W jednym filmie pani z fletem w drugim w okularach
Stare baby, młode też . . .
Aż Jędrzejka przeszedł dreszcz, gdy pomyślał tak z wieczora
Że na rżnięcie dobra pora . . . każda kurwa, bez różnicy
Byle cipsko spod spódnicy dziarskie było i wymyte
Co by nie drażniło w pyte.